Odszkodowanie od sieci?
Odszkodowanie od sieci?

Odszkodowanie od sieci?

Opublikowany

Czy w przypadku gdy przyczyną upadłości apteki było otwarcie w jej sąsiedztwie łamiącej przepisy antykoncentracyjne apteki sieciowej, farmaceuta może dochodzić odszkodowania? NRA zamówiłaopracowanie prawne dotyczące tego zagadnienia.

Na stronach okręgowych izb farmaceutycznych znaleźć można różne informacje, między innymi także rubryki typu „kupię − sprzedam”. Zdecydowanie więcej w nich ofert sprzedaży niż kupna aptek. – To najlepszy dowód na to, jak ciężka jest sytuacja na rynku aptekarskim – nie ma wątpliwości Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. – Gdyby aptekom powodziło się dobrze, nikt nie chciałby ich sprzedawać. Bo po co byłoby wyzbywać się dorobku swojego życia, czasem dorobku kilku pokoleń aptekarzy w rodzinie, jeśli interes byłby kwitnący? Wielka przewaga ofert sprzedaży nad ofertami kupna dowodzi, że sytuacja wielu aptek jest dramatycznie zła. Już kilka lat temu szacowano, że mocno zadłużonych jest grubo ponad trzy tysiące aptek, a teraz jest przecież jeszcze gorzej. Apteki żyją w związku z tym z miesiąca na miesiąc, od refundacji do refundacji, czekając na lepsze czasy. Nic się jednak nie zmieni, jeśli aptek będzie nadal przybywać, rynek po prostu ich tak wielu nie potrzebuje. Podam przykład mojego miasta – na osiem tysięcy mieszkańców jest w nim trzynaście aptek. One się po prostu nie mogą utrzymać przy takiej liczbie pacjentów; dotyczy to nie tylko aptek należących do farmaceutów,ale i aptek sieciowych.

UDZIAŁOWCY POWIEDZĄ „STOP”
Co więcej, liczba aptek z miesiąca na miesiąc rośnie. Od dawna jednak nie powstają nowe apteki indywidualne. Rozrastają się sieci apteczne, tworząc zupełnie nowe placówki lub
przejmując istniejące apteki. Farmaceuci od dawna mówią, że często przejmowane są one za żałośnie niskie kwoty, jednak ich dotychczasowi właściciele – postawieni pod ścianą – godzą się na nie, byle tylko zdjąć ze swoich barków ciężar rosnącego zadłużenia. Może to tylko plotki, a może jednak fakty – mówi się, że czasem oddają swoje apteki za złotówkę.

A to oznacza, że jeśli w końcu nie zaczną działać mechanizmy antykoncentracyjne, które mogłyby powstrzymać przyrost liczby aptek na rynku, apteki – od dawna balansujące na krawędzi bankructwa – zaczną masowo upadać. I to nie tylko te indywidualne; wyczerpane, a może jedynie znużone wyniszczającą walką będą też sieci, więc i one będą zamykać swoje placówki. Jak się ostatnio dowiedzieliśmy, największe sieci od lat notują straty, nie płacą przecież podatków. Nawet mając spore rezerwy, można przetrwać najwyżej kilka lat takiej polityki, nie można jednak działać tak bez przerwy. W pewnym momencie akcjonariusze czy udziałowcy powiedzą przecież „stop”.

APTEKI POCIĄGNĄ HURTOWNIE
Jakie mogą być konsekwencje masowych upadłości aptek? Dramatyczne dla całego rynku. Bo jeśli poupadają apteki, nie może tego nie odczuć rynek hurtowy. Już dziś, zdając sobie sprawę z sytuacji aptek, hurtownicy nierzadko pomagają im działać poprzez mocno odroczone terminy płatności, godzenie się na opłacanie faktur po otrzymaniu przez apteki refundacji z NFZ. Ratuje to apteki, zapewnia im względną płynność finansową, tworzy kruchą, ale dającą się utrzymać przy dobrej woli obu stron równowagę na rynku. Jeśli natomiast kłopoty finansowe aptek pogłębią się na tyle, że zagrożą hurtowniom, zaczną one podejmować kroki zaradcze. Mogą na przykład podnieść ceny lub skrócić okresy płatności, co apteki dodatkowo dotknie, doprowadzi do niewypłacalności, a w konsekwencji do upadku kolejnych placówek.

W przypadku upadłości aptek hurtownie też nie odzyskają wszystkich swoich należności – nawet sprzedaż apteki nie zawsze gwarantuje bowiem uzyskania kwoty, która pozwoliłaby na pokrycie jej zadłużenia. Zadłużone apteki pociągną więc za sobą hurtownie.

CZARNY SCENARIUSZ
− Spotykam się czasem z opiniami, że może i dobrze by było, gdyby rynek w ten sposób oczyścił się ze słabszych podmiotów, ale to scenariusz dobry tylko dla tych, którzy przetrwają – dodaje Marek Tomków. – Nie jest on dobry również dla pacjentów, bo ceny wszystkich produktów dostępnych w aptekach poza lekami refundowanymi musiałyby wzrosnąć, a upadłości wielu aptek i hurtowni mogłyby spowodować utrudniony dostęp do leków.

Fakt, jeśli w jednej miejscowości jest zbyt wiele aptek i wszystkie one cienko przędą, może okazać się, że wskutek rosnącego zadłużenia i niewypłacalności, zamknie się nie jedna, nie dwie czy trzy apteki, ale większość z nich. Może to i najczarniejszy z czarnych scenariusz, ale niestety nie jest niemożliwy.

POMYLIŁY SIĘ W KALKULACJACH?
Przepisy antykoncentracyjne, które zapobiec miały kartelizacji rynku, jego przejęciu przez kilka podmiotów, okazują się dziś więc niemal prorocze. Jesteśmy świadkami tego, przed czym miały nas uchronić – koncentracji sporej części rynku aptecznego (a w niektórych przypadkach jednocześnie aptecznego i hurtowego) w ręku kilku zaledwie podmiotów. To niechybnie prowadzić musi do wielkich problemów na rynku aptecznym, które ostatecznie odczują najdotkliwiej pacjenci.

Być może wielkie sieci, prąc do jak najszybszego zwiększania liczby posiadanych aptek, pomyliły się poważnie w swych kalkulacjach. Być może założyły, że farmaceuci szybciej pozamykają swoje biznesy, pozwalając w ten sposób gigantom przejąć rynek. A skoro to się nie udało, wielkim sieciom nie pozostało nic innego, jak tylko dalej się rozrastać, próbować w ten sposób zmonopolizować rynek. Przeszarżowały, skoro dziś i ich wyniki są mierne, pomimo że kupują leki o wiele taniej niż apteki indywidualne – od producentów i hurtowni dostają ogromne upusty z uwagi na ilości kupowanych leków, często też, choć niezgodnie z prawem, sieci apteczne są kapitałowo powiązane z hurtowniami. Rozpaczliwie próbują się więc bronić. Nie przestrzegają przepisów antykoncentracyjnych, choć doskonale zdają sobie sprawę z ich istnienia, również z faktu istnienia interpretacji Ministerstwa Zdrowia, która wyjaśnia, że przepis odnośnie 1 proc. obowiązuje je nie tylko w chwili ubiegania się o zezwolenie na prowadzenie kolejnej apteki, ale także wtedy, gdy kupują inną sieć aptek lub gdy przejmują pojedyncze apteki od indywidualnych farmaceutów. Próbują sprowadzić dyskusję na inne tory. Mówią o pieniądzach, które włożyły w uruchomienie aptek i o farmaceutach w nich zatrudnionych. – Z farmaceutów próbują zrobić żywą tarczę – mówi Marek Tomków. – Podkreślają, że wraz z zamknięciem tysiąca pięciuset aptek działających dziś w niezgodzie z Prawem farmaceutycznym straci pracę wiele osób. To nieprawda, bo nikt nie każe im aptek zamykać; jeśli wejdzie w życie przepis, iż 51 proc. udziałów w każdej aptece będzie musiał mieć farmaceuta, nie będzie to przecież równoznaczne z zamknięciem aptek, tylko ze zmianą właścicielską. A jeśli nawet część tych aptek się zamknie, pracy dla farmaceutów nie zabraknie, dziś jest ich zbyt mało na rynku.

Czytaj więcej w drukowanej wersji Magazynu Aptekarskiego.

Kopiuj tekst

Udostępnij