Tomasz Latos po stronie niezależnych aptekarzy
Kopiuj tekst

Tomasz Latos po stronie niezależnych aptekarzy

Rozmowa z posłem PiS, wiceprzewodniczącym Sejmowej Komisji Zdrowia

Nowy rząd już na początku swojej kadencji wiele farmaceutom obiecał. Aptekarze czekają teraz na pilną realizację tych zapowiedzi. Skąd w ogóle jednak nagłe zainteresowanie na szczeblu ministerialnym tą grupą zawodową? Dotychczas niewiele się o niej mówiło.

To nic innego jak realizowanie naszego programu. Odkąd pamiętam mieliśmy w programie PiS zawarte intencje, by działać na rzecz niezależnych aptekarzy. Byliśmy przeciwni tworzeniu sieci aptek, ponieważ docelowo mogą działać na szkodę polskich pacjentów. W momencie, gdy kilka sieci opanowałoby rynek, mogłoby nastąpić dyktowanie przez nie warunków i cen. To nie jest więc tylko kwestia ideologii i pewnego pomysłu, że warto wspierać aptekarstwo w tradycyjnym rozumieniu, ale też pewnej świadomości co jest dobre w dłuższej perspektywie. Stoimy na stanowisku, że warto i należy, w imię interesów nie tylko aptekarstwa, ale przede wszystkim polskich pacjentów, wzmacniać niezależnych farmaceutów. Cieszę się, że ministerstwo pamięta o tych deklaracjach i chce je realizować.

Zaangażował się Pan bezpośrednio w pomoc aptekarzom niezależnym. Bronił Pan najstarszej bydgoskiej apteki, której wyrosła konkurencja w postaci „sieciówki”.

Skutkiem faktu, że w Polsce zupełnie nie kontroluje się tego, co się dzieje na rynku aptek, dochodzi do kuriozalnej sytuacji, że tuż obok działającej od 150 lat polskiej, tradycyjnej apteki z ogromną renomą, przy której działa unikatowe Muzeum Farmacji, „sieciówka” próbuje po sąsiedzku otworzyć aptekę i w ten sposób przejąć pacjentów. Jestem przeciwny tego typu działaniom. O ile w wielu dziedzinach życia podejście liberalne być może ma sens, o tyle jeśli chodzi o segment medyczny, zdrowotny, a do niego przecież zaliczamy apteki, muszą funkcjonować pewne uregulowania. Postaram się pomóc, aby we wspomnianym miejscu nie wyrosła niemal drzwi w drzwi inna apteka. To nie byłoby nic innego jak celowe działanie sieci, którą stać na początkowe działanie na granicy kosztów, aby w konsekwencji wyeliminować tę tradycyjną, zasłużoną dla Bydgoszczy aptekę z rynku.

Prośba o Pana wsparcie w tej sprawie to najlepszy dowód na to, jak aptekarze tradycyjni muszą wszelkimi sposobami walczyć o przetrwanie.

W moim przekonaniu potrzeba nam dwóch rzeczy – z jednej strony dobrego prawa, mam nadzieję, że już niedługo Ministerstwo Zdrowia zaproponuje w tej dziedzinie dobre rozwiązania, z drugiej – konsekwentnego egzekwowania tego, które już istnieje. Mamy już przecież zapisy antykoncentracyjne, ale jak widać, są one skutecznie obchodzone. Trzeba temu przeciwdziałać i konsekwentnie przestrzegać przepisów. Wizja zarobienia olbrzymich pieniędzy na wywozie leków stanowi ogromną pokusę. W odwrócony łańcuch dystrybucji leków i stosowanie – trzeba to jasno powiedzieć – przestępczego procederu rzadko jest zamieszany farmaceuta posiadający jedną aptekę. Natomiast jeżeli ktoś ma kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt różnych podmiotów, może poświęcić jedną aptekę do realizowania wspomnianego procederu, wiedząc na dodatek, że później na jej miejscu otworzy inną, pod zmienioną nazwą. Inspektorzy farmaceutyczni mają więc co robić, osobiście oczekiwałbym konsekwencji w ściganiu tego typu przestępczych poczynań.

Zatrzymajmy się na walce z odwróconym łańcuchem dystrybucji. Okazuje się, że ustawa antywywozowa nie jest w pełni skuteczna. Aptekarze nadal alarmują, że brakuje m.in. niektórych leków przeciwzakrzepowych, przeciwcukrzycowych, wziewnych. Co trzeba zrobić, żeby dostęp polskiego pacjenta do leków był pełen?

W moim przekonaniu wymaga to nie tylko uporządkowania służb, które zajmują się ściganiem tego procederu, ale w ogóle przestępstw w Polsce. Liczę tu bardzo na Ministra Sprawiedliwości czy też Koordynatora Służb, bo patologii, jeśli chodzi o skuteczność ścigania przestępstw, jest pewnie więcej. Pamiętajmy, że przez wywóz leków z Polski możemy mówić o stratach w wysokości setek milionów złotych rocznie; o pogorszeniu dostępności do wybranych leków. To pokazuje gigantyczny zasięg zjawiska i to, że w ślad za takimi wielkimi pieniędzmi podążają różnego rodzaju pokusy, które powodują, że albo podaje się wadliwą interpretację prawa, albo też później nieskutecznie ściga przestępców.


„W odwrócony łańcuch dystrybucji leków i stosowanie – trzeba to jasno powiedzieć – przestępczego procederu rzadko jest zamieszany farmaceuta posiadający jedną aptekę. Natomiast jeżeli ktoś ma kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt różnych podmiotów, może poświęcić jedną aptekę do realizowania wspomnianego procederu.”

W ubiegłym roku, jako szef Sejmowej Komisji Zdrowia, walczył Pan z resortem zdrowia, który interpretował przepisy o marży na leki w taki sposób, że pozwalano na jej dowolność przy wywozie za granicę. Zgłosił Pan nawet tę sprawę do prokuratury.

Niestety, nie podjęto żadnych działań, prokuratura sprawę umorzyła. Nie ukrywam, że doszedłem do wniosku, iż potrzeba zmian w samej prokuraturze, zanim do tej sprawy będzie należało wrócić. Powiem więcej – przy licznych doniesieniach medialnych, które mówią o patologii mającej miejsce na tak masową skalę, to prokuratura bez mojego doniesienia powinna się tą sprawą zająć niejako z urzędu. Trzeba szukać mechanizmów, które dają możliwość nie tylko wywozu wynikającego z odwróconego łańcucha dystrybucji, ale też i wyjaśnienia takich spraw, które dają pozory legalności w oparciu o niczym nieuzasadnione interpretacje zapisów ustawowych.

NIK w swoim raporcie przyjrzała się ustawie antywywozowej. Dała kilka zaleceń.

Tak, ale nic z tego wszystkiego, niestety, nie wynika. To już jest zadanie dla organów ścigania, dla prokuratury, to oni powinni omawianymi sprawami zająć się w sposób skuteczny. Pytanie czy wspomniana nieskuteczność bierze się z niekompetencji, czy jakichś celowych działań? Być może, jak nie na niskim szczeblu, to na wyższym, te wszystkie sprawy są blokowane i nie ma efektów prowadzonych dochodzeń.

Czy Pana zdaniem ograniczono legalny wywóz leków w sposób skuteczny, a teraz trzeba się zająć tylko tym nielegalnym?

Pytanie, co rozumiemy pod słowem legalny. W moim przekonaniu wywożenie leków z hurtowni bezpośrednio z pominięciem zapisu o 5 proc. marży też ma znamiona nielegalności. Ktoś powinien dokładnie przyjrzeć się temu, co się wcześniej działo – także urzędnikom, którzy już nie pracują w ministerstwie, a wydawali zgody i interpretacje w tej sprawie. Przypominam, że prokuratura nie podjęła czynności w tej kwestii. Dlaczego? Nie
potrafi ę tego zinterpretować.

51 proc. udziałów w aptece dla farmaceuty. Jak Pan ocenia ten pomysł?

Apteka dla aptekarza to piękne hasło. Ja bym nawet je rozszerzył – apteka dla pacjenta. Apteka przyjazna pacjentowi to taka, którą prowadzi aptekarz znający jego rodzinę, czasami nawet od pokoleń. W związku z tym relacje między pacjentem a aptekarzem są zupełnie inne niż w anonimowej aptece sieciowej. Zdaję sobie sprawę, że z prowadzaniem apteki musi się wiązać określony zysk, bo przecież nikt tego nie robi, żeby stracić, tylko żeby zarobić. Jednak w dużych sieciach pacjent staje się anonimowy, a później poprzez zatrudnienie ludzi, którzy nie zawsze są wystarczająco przygotowani – nie mają tytułu magistra farmacji – następuje obniżenie jakości świadczonych usług. Farmaceuta musi być partnerem dla pacjenta i lekarza, osobą, która umie doradzić, podpowiedzieć, a nie tylko zajmuje się wydawaniem leków i pobieraniem należnej zapłaty.

Tuż po zapowiedzi wiceministra Krzysztofa Łandy dotyczącej wspomnianej kwestii właścicielskiej aptek niektóre media zaczęły straszyć pacjentów, że jest to równoznaczne z likwidacją tzw. tanich aptek i że uboższych, starszych osób nie będzie stać na wykupienie wszystkich niezbędnych leków.

Z sytuacją tego typu mamy do czynienia, kiedy sieci aptek tworzą różnego rodzaju programy lojalnościowe, będące zachętą dla pacjentów, bo je na to stać. Ale pamiętajmy, że wszystko jest do czasu. W momencie opanowania rynku i wyeliminowania poszczególnych aptekarzy te programy lojalnościowe zapewne się skończą, nastąpi dyktowanie cen, warunków. Z pewnością nie będzie to korzystne dla pacjenta. Zarówno aptekarze, jak i politycy muszą uświadamiać pacjentom te zagrożenia, że warto myśleć nie tylko o tym, co „tu i teraz”, ale też i w pewnej perspektywie czasowej, że dla ich dobra warto owo aptekarstwo funkcjonujące poza sieciami utrzymać. Jeżeli sieci będą dodatkiem do systemu, to nic złego się nie wydarzy, ale jeżeli opanują rynek i będą stanowiły jego większość, wówczas widzę poważne zagrożenie.

Dużym problemem jest również obrót pozaapteczny. Opowiada się Pan za ograniczeniem dostępności leków poza aptekami czy za całkowitym zakazem?

Wydaje mi się, że całkowicie usunąć leków z obrotu pozaaptecznego już się nie da. Ten proces zaszedł za daleko i nie oszukujmy się, w niektórych sytuacjach, z punktu widzenia pacjenta jest to również korzystne. Natomiast z pewnością należy ograniczyć asortyment w tych miejscach pod względem ilości preparatów, jakie są dostępne, bo ciągle ich przybywa – a przecież ta liczba powinna być zredukowana lub przynajmniej utrzymana.
Kupowanie leków poza aptekami warto ograniczyć do sytuacji szczególnych, a więc ich ilość powinna być rzeczywiście niewielka, dostosowana do takiej nagłej sytuacji.

W przygotowywanej przez resort ustawie również i tą tematyką będziemy się zajmować. Jestem zwolennikiem, aby kompleksowo także i w tym zakresie zająć się sprawą. Wystosowałem w tej kwestii interpelację. Odpowiedzi jeszcze nie ma.

A co z reklamą leków? Tym problemem też chyba trzeba się pilnie zająć.

To prawda, takich reklam jest zdecydowanie za dużo, nieraz odnoszę wrażenie, że stanowią 50 proc. całego pasma reklamowego. Musimy pamiętać, że ludzie są tylko ludźmi, każdy może być potencjalnie podatny na powtarzaną wielokrotnie informację, że oto nie mogłeś chodzić, zażyłeś lek – możesz zatańczyć i skakać. Wiele reklam nie niesie za sobą rzetelnego przekazu, a to stanowi zagrożenia dla pacjenta. Zdecydowanie należy to ukrócić. W tej chwili nie ma żadnych ograniczeń w tym zakresie.

Czy już wiadomo, w jaki sposób leki będą trafiały na listę „S”, na której znajdą się leki objęte całkowitym dofinansowaniem dla osób powyżej 75. Roku życia? Na jakiej podstawi nastąpi ten dobór? Czy będą brane pod uwagę rekomendacje pacjentów?

Na razie jest za wcześnie, żeby mówić o tej liście (wywiad został przeprowadzony w ostatnim tygodniu maja – przyp. red.). Tak jak nie jesteśmy w stanie na dwa miesiące przed opublikowaniem listy leków refundowanych przewidzieć, co się na niej znajdzie, tak tu jest podobnie. Uważam natomiast, że różnego rodzaju konsultacje warto prowadzić. Pytanie – jak szeroko i na jaką skalę? To jest faktycznie trudne zadanie do zrealizowania przez Ministerstwo Zdrowia. Pamiętajmy jednak o tym, że po pierwsze tę listę zawsze będzie można później korygować, a po drugie, że jest uzupełnieniem tego, co mamy na rynku. Nie jest tak, że to, co na liście się nie znajdzie, nie będzie dostępne na dotychczasowych zasadach – taka możliwość nadal będzie istniała. Chodzi o stworzenie katalogu leków, które mają być lekami darmowymi, a więc to musi wynikać z pewnej epidemiologii przypisanej dla wieku 75+ i pewnych obserwacji, które – jak rozumiem – ministerstwo posiada albo nad którymi pracuje.

Radio Zet dotarło do opinii Biura Analiz Sejmowych, która jest druzgocąca dla ustawy 75+. Wskazuje się w niej, że ustawa może naruszać konstytucyjną zasadę równego dostępu do świadczeń. Wytyka też takie uchybienia jak brak uzasadnienia dla przyjęcia takiej, a nie innej granicy wieku uprawnionych, a także pominięcie w ustawie innych grup pacjentów o zwiększonym zapotrzebowaniu na leki, na przykład inwalidów.

Uważam, że jest to nadużycie ze strony Biura Analiz Sejmowych. Co znaczy brak wskazania kryterium? Gdybyśmy odkryli złoża ropy naftowej na światową skalę w Polsce, być może byłoby nas od ręki stać, by wszystkie leki w Polsce dla wszystkich były za darmo. Wprowadzono tu pewne kryterium na podstawie obserwacji i w korelacji z możliwościami państwa. Natomiast w tym przypadku Biuro Analiz Sejmowych nie jest od tego, aby wchodzić w kompetencje organu ustawodawczego. To tak jakbyśmy dyskutowali dlaczego jest program 500+, a nie 600+ czy 400+. Nie od tego jest Biuro Analiz Sejmowych. Rząd podjął taką, a nie inną decyzję. Mam nadzieję, że z czasem grupa osób, dla których leki są za darmo, będzie się powiększała.


Rozmawiała: Emilia Załeńska


Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.