Obrońcy biznesu
Kopiuj tekst
Obrońcy biznesu

Obrońcy biznesu

Stowarzyszenia skupiające właścicieli sieci i innych ich obrońców próbują udowadniać, że z działalnością sieci aptecznych na polskim rynku nie wiążą się żadne przekroczenia prawne,afery i skandale. Ministerstwo Zdrowia zapowiada jednak kontynuację prac nad ustawami, które mają uporządkować rynek, ponieważ w odróżnieniu od obrońców biznesu dostrzega ważny interes społeczny w tym, by rynek nie został – ze szkodą dla społeczeństwa – zmonopolizowany przez kilka wielkich sieci.

Kolejne zapowiedzi wiceministra Krzysztofa Łandy dotyczące planowanego przez resort zdrowia uporządkowania rynku aptecznego przynoszą odzew ze strony przedstawicieli organizacji biznesowych skupiających właścicieli sieci. Ich głosy brzmią tak, jakby wypowiadały je jedne usta, ktoś więc za kimś powtarza, że dojdzie do wywłaszczenia dotychczasowych właścicieli aptek z majątku ogromnej wartości, że będą potrzebne miliardowe odszkodowania, że farmaceuci stracą pracę, a pacjenci szansę kupowania tanich leków. Ta spójność wypowiedzi, powielanie tych samych nietrafionych tez oznacza, że – w toczącej się dyskusji – sieci i ich przedstawiciele nie mają żadnych autentycznych argumentów.

Czy ktoś, kto nie jest lekarzem, może leczyć? Czy ktoś, kto nie ukończył prawa, może być sędzią, adwokatem bądź prokuratorem? Czy nie będąc architektem, można projektować domy? Po trzykroć nie. To dlaczego apteki mają pozostawać w rękach niefachowców, dlaczego leki chorym wydawać mają w sklepach osoby bez merytorycznego przygotowania? Dlaczego akurat w tym przypadku mówi się o nadmiernych oczekiwaniach korporacji zawodowej, a nie o powrocie do normalności?

GŁOS SIECI

To zrozumiałe, że organizacje biznesowe skupiające właścicieli sieci aptecznych czują się w obecnej sytuacji zobowiązane, by zabrać głos w sprawie. Refleksja, jak wiele z tego, co udało się sieciom osiągnąć, zdarzyło się z naruszeniem prawa, nie pojawia się już oczywiście w ich stanowiskach. Co najwyżej, by wskazać przyczynę dzisiejszych zapowiedzi resortu zdrowia, mowa jest o rzekomej obecnej nadinterpretacji albo reinterpretacji przepisów Prawa farmaceutycznego odnośnie 1 procenta, co ma tłumaczyć, dlaczego sieci mają ponadlimitową liczbę aptek. W podtekście – gdyby nadzór farmaceutyczny nie zmienił zasad, nadal wszystko byłoby w porządku. Że to nieprawda, że jest wręcz odwrotnie, że nadzór zbyt długo nie reagował należycie na nadmierny rozrost sieci, o tym ich obrońcy oczywiście milczą.

1 CZY 51?

Dziś jednak, jak się wydaje, kwestia 1 procenta nie stanowi ich największego zmartwienia. Aktywność organizacji skupiających właścicieli sieci koncentruje się bowiem obecnie nie na 1 procencie, a na 51. I to właśnie dlatego pojawiają się alarmistyczne wypowiedzi, że dojdzie do wywłaszczenia przedsiębiorców posiadających apteki z ich własności, że państwu przyjdzie zapłacić 5 miliardów złotych odszkodowania.

51 procent stało się hasłem, które sieci niepokoi, choć nie powinno być dla nich zaskoczeniem. Farmaceuci od dawna mówią o tym, że właścicielem lub przynajmniej
współwłaścicielem każdej apteki powinien być farmaceuta, bo to zwiększa i bezpieczeństwo pacjentów, i szansę, by apteka w swych działaniach respektowała Kodeks Etyki Aptekarza, bo tylko farmaceutów on obowiązuje. Odwołują się przy tym do przykładów z całej Europy, w której, wbrew twierdzeniom przedstawicieli sieci, pozycja aptekarza jest zazwyczaj silna, a apteki pozostają nierzadko wyłącznie w ich rękach.

PRZEMILCZANA PRAWDA


W Polsce, licząc na nieświadomość społeczeństwa, powtarza się jednak opinie, że nigdzie w Europie tak nie jest, że są kraje, gdzie doszło do absolutnej liberalizacji aptecznego rynku. To prawda, przemilcza się jednak kwestię, że skorzystały na tym tylko sieci, a nie pacjenci ani nie państwa, które na to pozwoliły. Sieci i ich przedstawiciele dodają też, że nie rozumieją, po co planuje się jakiekolwiek zmiany, bo przekształcenia własnościowe w aptekach dokonywały się spokojnie i harmonijnie, bez strajków, afer i bankructw. To szczególnie porażające, nieprawdziwe stwierdzenia. Harmonijny rozwój oznaczałby równomierne powstawanie aptek w całym kraju, tymczasem na wsiach i w małych miasteczkach są te same punkty apteczne i apteki, które – o ile udało im się przetrwać – funkcjonują w nich od lat. Zwłaszcza w małych miejscowościach podmiejskich ich byt jest jednak zagrożony, bo miejscowa ludność, pracując w miastach, tam często dokonuje zakupów, także zaopatruje się w leki. O spokoju też trudno raczej mówić. Farmaceuci właściciele aptek, otrzymywali bowiem nierzadko propozycje nie do odrzucenia. Mieli sprzedać sieci swoją aptekę za bezcen, bo jeśli będą zwlekać, to ich sytuacja finansowa będzie tak tragiczna, że na nic już nie będą mogli liczyć. W świetle takich propozycji trudno o spokój. No i kwestia bankructw. Było ich całe mnóstwo, tyle że nie dotyczyły sieci. Wielu aptekarzy straciło dorobek swojego życia, a czasem i życia rodziców bądź dziadków, jeśli są farmaceutami w drugim bądź trzecim pokoleniu. Nie strajkowali? Sami odpowiadali na to prosto: to nie w naszym stylu. Jaki zresztą efekt wywołałby strajk jednej z wielu
aptek w mieście, bo tuż obok otworzyła się placówka sieciowa, która za moment doprowadzi indywidualnego farmaceutę do bankructwa? Poza tym farmaceuci raz podjęli wspólną próbę strajku i bardzo się na tym sparzyli, bo reakcja mediów była nieprzychylna. Nie wysłuchano ich argumentów, uznano, że strajk akurat w ich przypadku jest niedopuszczalny. Ugięli się pod tą argumentacją.

FARMACEUCI PRZEJĘLI INICJATYWĘ

Teraz jest inaczej, bo przejęli inicjatywę. Sieci dostrzegają to doskonale, mówią więc o narzucaniu swoich koncepcji rynku przez farmaceutów. Jednak kiedy to oni narzucali swoją wizję skartelizowanego rynku, jakoś nie uważali tego za błąd. Dziś więc, znów z braku argumentów, martwią się o farmaceutów indywidualnych, którzy będą mieli kłopot, gdy nagle staną się właścicielami aptek. Przecież, żeby przejąć apteki, będą musieli się zadłużyć, potem zarządzać nimi, brać na siebie odpowiedzialność. Tyle że dziś też to robią. Prawo farmaceutyczne obciąża ich konsekwencjami tego, co dzieje się w aptece, nawet jeśli właściciel całkowicie za ich plecami dokonuje innych transakcji niż wynikające z normalnej działalności apteki. To właśnie dlatego mówi się o karach dla farmaceutów za udział w odwróconym łańcuchu czy innych niezgodnych z prawem działaniach, bo oni ponoszą konsekwencje. Bo środowisko aptekarskie karze takie postawy. Właściciele niefarmaceuci są bezkarni. I właśnie dlatego właścicielem bądź współwłaścicielem każdej apteki powinien być farmaceuta, by w każdej z nich był ktoś, kto będzie zobligowany pilnować przestrzegania zasad aptekarskiej etyki. I ryzykujący prawem wykonywania zawodu, jeśli popełni przestępstwo.

WAŻNY INTERES SPOŁECZNY

Jednak co innego dywagacje przedstawicieli organizacji biznesowych, a co innego opinia prawnika z profesorskim tytułem. Właśnie dlatego artykuł profesora Bogusława Banaszaka, opublikowany w maju w „Rzeczpospolitej”, zatytułowany „Przepisy o aptekach pod lupą konstytucjonalisty”, zrobił bardzo złe wrażenie na farmaceutach. Przede wszystkim dlatego, że był powtórzeniem argumentów, które już wielokrotnie padły ze strony sieci aptecznych i ich stowarzyszeń, odnośnie dopuszczalnego limitu liczby aptek. I zostały obalone między innymi przez Sąd Administracyjny w Warszawie.

Profesor Bogusław Banaszak, specjalista prawa konstytucyjnego i administracyjnego, poświęcił swój tekst przepisom antykoncentracyjnym zawartym w Prawie farmaceutycznym. Zaczął od opinii, że mogą być one niekonstytucyjne, bo w jego opinii przepis artykułu 99 ustęp 3 ustawy – Prawo farmaceutyczne „może budzić zasadne pytania o zgodność z Konstytucją RP”, bo „trudno odnaleźć godny ochrony interes publiczny, który mógłby usprawiedliwiać tak poważną ingerencję w wolność podejmowania działalności gospodarczej”. I z tej swojej opinii wyciąga wniosek, że – ponieważ „być może w przyszłości przepis doczeka się kontroli konstytucyjności” – dziś potrzebna jest taka jego wykładnia, „która pozwoli minimalizować zastrzeżenia konstytucyjne”. Taka konstrukcja myślowa ma jednak jedną podstawową wadę. Nie można zakładać, że Trybunał Konstytucyjny opowiedziałby się za opinią profesora. Badając wspomniany przepis, mógłby przecież orzec jego zgodność z Konstytucją, dostrzegając ważny interes społeczny, jaki ma zabezpieczać, czyli zapobieżenie monopolizacji rynku aptecznego w Polsce, która mogłaby ograniczyć dostęp społeczeństwa do leków i uczynić je droższymi. Dokładnie tak, jak to się stało w tych europejskich państwach, które zanadto zliberalizowały ten rynek. A ponieważ jest to możliwe, nie powinno się dziś namawiać nikogo, by tak interpretować przepisy, aby były zgodne z jedynie potencjalnymi „zastrzeżeniami konstytucyjnymi”.

ŁAMIĄ ŚWIADOMIE?

Przechodząc do szczegółów, profesor położył nacisk na odmienność sytuacji w momencie podejmowania i prowadzenia działalności. Chcąc dowieść – jak to nazywa – rozdzielności fazy podejmowania i wykonywania działalności w przypadku aptek, napisał, że wystarczyłoby zamknięcie pewnej liczby aptek, by sieć działająca zgodnie z prawem przestała być z nim w zgodzie. Interesujący to pogląd, jednak niemający wiele wspólnego z twardymi rynkowymi realiami. Przede wszystkim dlatego, że liczba aptek nie maleje, a rośnie; prognozy, że taki trend pojawi się na rynku, wciąż się nie sprawdzają. Gdyby jednak miał się wreszcie ujawnić, wystarczyłaby taka nowelizacja funkcjonujących przepisów, by rozwiązać opisany przez profesora problem w cywilizowany sposób, bez szkody dla którejkolwiek ze stron. Jednak, co warto podkreślić, nikt nie zgłaszał wcześniej takich uwag, choć wielu indywidualnych aptekarzy straciło swoje apteki wskutek pojawienia się w ich pobliżu sieciowych placówek. Nikt nie biegł do mediów ze skargą i nie krzyczał o wywłaszczeniu oraz o potrzebie wypłacenia odszkodowania.

SIECI WCIĄŻ PRZYBYWA

Co ważne, zasadniczo powstają apteki tylko jednego rodzaju – działające w sieciach, nowych indywidualnych aptek jest natomiast jak na lekarstwo. W przypadku likwidacji trend jest natomiast wprost odwrotny. Likwiduje się apteki indywidualne, rzadko sieciowe.

Nowe apteki tworzą także te sieci, które już przekroczyły dopuszczalne limity. Bazują one na tym, że przy wydawaniu zezwoleń wciąż brane bywają pod uwagę jedynie ich oświadczenia
co do nieprzekraczania dopuszczalnego limitu liczby aptek, również na tym, że – mając już zbyt wiele placówek – przenoszą własność aptek do kolejnych spółek córek, utrudniając dojście nadzoru do rzeczywistego ich właściciela (długo nie „zauważały”, że limit dotyczy nie jednego podmiotu, ale podmiotów powiązanych kapitałowo). Liczą na to, że uda się przepchnąć dogodną dla nich interpretację prawa, czyli taką, która usankcjonuje dzisiejszą sytuację i pozwoli im zachować ponadlimitowe apteki.

Wszystkie te zabiegi świadczą o jednym – że przynajmniej niektóre sieci przepisy odnośnie 1 procenta łamały i łamią świadomie. Gdyby sieci były pewne, że nie są na bakier z prawem, nie zadawałyby sobie takiego trudu jak tworzenie spółek córek, bo to z biznesowego punktu widzenia nieracjonalne. Nie ponosiłyby dodatkowych kosztów bez powodu.

Gdyby były pewne swego, nie wywoływałyby też dziś histerii, gdzie się tylko da, obwieszczając, że ktoś chce je wywłaszczyć z posiadanej własności, że budżet, a więc my wszyscy, poniesiemy z tego tytułu ogromne straty, bo sieciom będą się należały odszkodowania. To tylko wybieg, puste hasła, bo nie było jak dotąd żadnej informacji z pewnego źródła, która mogłaby być uzasadnieniem tych słów. Nie ma więc podstaw, by twierdzić, że ktoś może zostać wywłaszczony ze swojego majątku, a jeśli wejdzie w życie przepis mówiący o obowiązkowym 51-procentowym udziale farmaceutów we wszystkich aptekach, proces doprowadzania do takiego stanu może odbyć się bez wywłaszczeń, tym bardziej więc bez odszkodowań.

OPINIA NIE ZASTĄPI PRAWA

Z tych wszystkich powodów opinie profesora Banaszaka, choć nośne, są jedynie opiniami. Ich wiarygodności nie sprzyja – również zaprezentowane we wspomnianym artykule – marginalizowanie treści uzasadnienia wyroku Sądu Administracyjnego w Warszawie, który rok temu jasno odniósł się do kwestii 1 procenta (dokładnie 23 lipca 2015 r., sygnatura         VI SA/Wa399/15, dostępne pod internetowym adresem http://orzeczenia.nsa. gov.pl/doc/99E9E89E0F). Twierdzenie profesora, że w wyroku tym, który tak ucieszył farmaceutów, na temat 1 procenta były jedynie „poboczne wzmianki”, nie spowoduje, że jego opinia będzie od tego wyroku ważniejsza. Sieci niewątpliwie będą się nią podpierać, chcąc przedłużyć postępowanie w swojej sprawie, odwlec moment, w którym trzeba będzie pozamykać ponadlimitowe apteki, ale nie będzie ona źródłem prawa.

Przypomnijmy, czego dotyczył ów wyrok. Dotyczył skargi wniesionej przez pewną sieć na uchwałę Naczelnej Rady Aptekarskiej. NRA pozytywnie zaopiniowała w niej wcześniejsze postanowienie okręgowej izby, która na wniosek WIF wydała opinię odnośnie cofnięcia zezwolenia na prowadzenie przez sieć ponadlimitowej apteki. Oczywiście była to opinia pozytywna. Sprawa miała więc bezpośredni związek z liczbą aptek prowadzonych przez sieć, a całe dalsze postępowanie odnosiło się do tego faktu.

JASNE UZASADNIENIE

Skarga sieci została odrzucona jako niezasadna. Sąd wskazał nietrafność jej podmiotu, bo decyzje o cofnięciu zezwolenia wydaje WIF, a samorząd, przeciwko któremu wystąpiła sieć, jest jedynie organem współdziałającym, zobowiązanym do zaopiniowania tego typu postanowień WIF. Jednocześnie sąd podkreślił jednak prawidłowość interpretacji przepisów dokonanej przez farmaceutów. Po pierwsze napisał, że ustalenia organu nadzorczego odnośnie meritum, czyli liczby aptek, nie były sporne, a opinia dotycząca cofnięcia zezwolenia wydana przez samorząd była przedstawiona w sposób dostateczny i zrozumiały. A potem przypomniał treść przepisów, w tym artykuł 37 ustęp 1 punkt 2 Prawa farmaceutycznego, mówiący, że organ zezwalający cofa zezwolenie w przypadku, gdy przedsiębiorca przestał spełniać warunki określone przepisami prawa, wymagane do wykonywania działalności gospodarczej określonej w zezwoleniu. Dodał też, że celem wprowadzenia artykułu 99 ustęp 3 Prawa farmaceutycznego było zapobieżenie kartelizacji rynku aptecznego: „Przepis ten, jak to trafnie uznały organa samorządu, określa wielkość dozwolonej koncentracji na rynku aptek, ustalając wyraźne limity skupienia obrotu detalicznego produktami leczniczymi w rękach jednego przedsiębiorcy, wskazując wprost, że przekroczenie określonej liczby aptek niesie za sobą sankcję w postaci odmowy wydania zezwolenia...” . Trudno ten tekst, podsumowujący wyrok, uznać za poboczną wzmiankę, jak chciałby wspomniany konstytucjonalista.

KONCESJA TO NIE ZEZWOLENIE

Nadużyciem wydaje się też odwoływanie się przez niego w artykule do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 1992 r., odnoszącego się do uchylania lub zmiany koncesji. Trybunał pisze w nim o nader restrykcyjnym podchodzeniu do tych spraw. Odnosi się jednak do stanu prawnego, z jakim mieliśmy do czynienia 25 lat temu. Co miałby na ten temat do powiedzenia dzisiaj, tego nie wiemy. Ponadto koncesje obowiązują w Polsce nie na prowadzenie aptek, ale na sprzedaż paliwa czy alkoholu, a apteki nie są ani stacjami benzynowymi, ani sklepami monopolowymi. Działają na podstawie zezwoleń, nie koncesji, których tryb przyznawania i odbierania jest zupełnie inny i należy do innych organów, niż ma to miejsce w przypadku zezwoleń dla aptek. Sugerując, że Trybunał mógł mieć wówczas na uwadze nie tylko koncesje, ale i zezwolenia, profesor dokonuje więc bardzo rozszerzającej interpretacji. Więcej – nie wiemy, co orzekłby dziś Trybunał w kwestii cofania zezwoleń na prowadzenie aptek. Być może, jak farmaceuci, stanąłby na stanowisku, że zezwolenia powinny być szybciej i sprawniej odbierane, bo dzisiejsze postępowania wobec firm łamiących prawo są przewlekłe i budzą w farmaceutach uzasadnione poczucie stosowania podwójnych standardów – innych dla indywidualnych aptek, innych dla silnych i bogatych sieci aptecznych.

Dlatego również kolejna opinia profesora, że „nie można domniemywać kompetencji WIF” do cofania zezwolenia na prowadzenie apteki w przypadku przekroczenia limitu, nie ma w kręgach prawnych zbyt wielu zwolenników. Podobnym opiniom wygłoszonym na użytek sieci przez dwóch innych utytułowanych prawników sąd w uzasadnieniu przytoczonego
wyroku nie przyznał racji.

Małgorzata Grosman

Więcej artykułów znajdziesz w magazynie w wersji .PDF na magazynaptekarski.com.pl lub w wersji papierowej, którą dostarczamy do aptek.
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.