Bujda bez recepty

Bujda bez recepty

Opublikowany

Po dawce reklamowych prostych diagnoz i propozycji nie mniej prostego leczenia, chory, zgłaszając się w końcu do lekarza, zderza się z bolesną „prawdą czasu i prawdą ekranu”, jak mawiał klasyk.

Od lat obserwuję rynek produktów, które wbrew wszelkim sceptycznym dowodom naukowym posiadają „cudowną moc” zmieniania naszego życia na lepsze. Dzięki nim łysy może zyskać wizerunek długowłosego hippie, 80-letnia kobieta nie będzie miała kłopotów z break dance’em, a niejadek zje niejeden obiadek. Widzowie i słuchacze reklam, które przekonują, że „tylko nasz czopek uwolni cię od hemoroidów”, nabierają przekonania, że w zasadzie cała medycyna jest banalnie prostą dyscypliną. Wystarczy tabletka lub wspomniany czopek, a wszystkie kłopoty ze zdrowiem znikną niczym zima w La Paz. Psychiatrom z pewnością otwierają się ostre narzędzia w kieszeniach, gdy słyszą, jak to smutek, przygnębienie czy nietrzymanie afektu znikają w okamgnieniu po preparatach waleriany.

NIETRAFIONE AUTODIAGNOZY

Producenci, będący także reklamodawcami, widzą doskonale, że handlują wyobrażeniem, a nie faktem. Szkodliwość takiej praktyki jest nie do przecenienia. Mając prostą wskazówkę, że ból np. okolicy odbytu można szybko zlikwidować maścią lub czopkiem, odbiorca takiej informacji, sięgając po polecane leki, z pewnością odwlecze termin wizyty u lekarza. Do lekarza są kolejki, a ponadto – „co mi on tam pomoże”. Maść w pobliskiej aptece leży na wyciągnięcie ręki i w dodatku jest bez recepty. Dopiero po kilku tygodniach może się okazać, że autodiagnoza guzków krwawniczych była zupełnie nie trafi ona, a prawdziwą przyczyną dolegliwości okazał się rak odbytu. Podobne zdarzenia nie są wcale takie rzadkie. Nie pomoże kończąca wszystkie spoty reklamowe, przyspieszona do granic możliwości zrozumienia tekstu lektorskiego informacja, by „skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą”. Tego czytania na czas i tak już nikt nie słucha.

„LUD TO KUPI”

Przenoszenie coraz większej grupy leków do strefy „bez recepty” ma oczywiste tło. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że są to pieniądze. Każdy ma prawo je zarabiać, to bezsporne. Jednak dlaczego nie ma refleksji nad tym, że mówiąca ewidentną nieprawdę reklama przypomina obietnice przedwyborcze polityków: „Lud to kupi”? Zastanawiam się, dlaczego w ustawodawstwie prawnym istnieje tak poważna luka, która pozwala na tę ewidentnie złą praktykę. Dlaczego można bezkarnie mamić ludzi, że jakiś szampon spowoduje po umyciu nim włosów wzrost ich puszystości o 70 proc.? Dlaczego człowiek pojawiający się w reklamie, występując w białym kitlu, udając bez wątpienia lekarza lub farmaceutę, opowiada banialuki o natychmiastowym działaniu jakiegoś leku ziołowego, skoro to jest nieprawda?

BOLESNE ZDERZENIE Z PRAWDĄ

Po dawce takich reklamowych prostych diagnoz i propozycji nie mniej prostego leczenia, chory, zgłaszając się w końcu do lekarza, zderza się z bolesną „prawdą czasu i prawdą ekranu”, jak mawiał klasyk. Postawienie właściwego rozpoznania to nie czynność zero-jedynkowa. Prawda okazuje się zdecydowanie bardziej złożona od bujdy. To zderzenie z rzeczywistością może powodować przeróżne konflikty w relacji pacjent – lekarz. Bywa, że „mądry Polak po szkodzie” zadaje spóźnione retoryczne pytanie: „Dlaczego to reklamują?” Odpowiadam więc: dla pieniążka, dużego pieniążka.
Zawsze na pierwszym miejscu przed rozpoczęciem właściwego leczenia musi znaleźć się profesjonalna diagnostyka. Nie wolno odwlekać czasu konsultacji lekarskiej w imię podjęcia próby samoleczenia. Przypisywanie sobie dolegliwości z reklamy leku może być tragiczne w skutkach. Kształcenie lekarza specjalisty wraz ze studiami medycznymi przy dobrych wiatrach trwa około 12 lat. Zatem, gdyby zdrowie i choroba były tak prostą sprawą, to można byłoby zrezygnować z profesjonalnych kadr medycznych, gdyż i bez nich można byłoby przyswoić sobie tę przecież „nieskomplikowaną” wiedzę. Mogę jedynie ze swej strony zaapelować do odbiorców tytułowej bujdy bez recepty (jako farmaceutów proszę Was, drodzy Przyjaciele, szerzcie tę wiedzę we wszystkich możliwych kierunkach): Od leczenia są lekarze, a nie 30-sekundowe spoty reklamowe!
Autor: dr n. med. Maciej Świtoński chirurg, autor telewizyjnych programów medycznych

Udostępnij

Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.