"Do dziś mam żal, że zaufałam farmaceucie"

"Do dziś mam żal, że zaufałam farmaceucie"

Published

To mocne słowa zrozpaczonej matki, której dziecko omal nie straciło życia w wyniku pomyłki technika farmaceutycznego jaka zaszła przy zakupie leku na przeziębienie. Kobieta zamiast kropli do nosa otrzymała lek na jaskrę, który wywołuje u dzieci silne działania niepożądane.

Dwaj mali bracia przeziębili się w lutym tego roku. Mama zabrała ich do lekarza, który  zapisał chłopcom dwa opakowania tego samego leku dla dzieci. Każdy  chłopiec miał mieć swoje opakowanie kropli, aby w czasie ich podawania  nie doszło do wymiany bakterii. Rodzice zrealizowali receptę w aptece w  centrum Międzychodu.

Po kąpieli usiadłam do tych leków. Sprawdziłam, pamiętam jeszcze  paragon, bo byłam ciekawa ceny jednego leku - wspomina matka  chłopców Katarzyna Śpiączka. Z paragonu wynikało, że w aptece kupiła dwa  takie same leki. Krople najpierw dostało starsze dziecko, następnie z  drugiej buteleczki matka podała specyfik młodszemu synkowi.

- W pewnym  momencie usłyszałam krzyk - mówi i dodaje, że zaraz potem chłopiec  zaczął się dusić. - Wyciągnęłam go z łóżeczka, a on jakby kompletnie nie  miał mięśni. Leciał mi cały na rękach, bladziutki był, coraz mniej  kontaktował, nie reagował ani na pierś, ani na smoczka - wspomina pani  Katarzyna.

- Trzy razy przerabiałyśmy ten wieczór minuta po minucie. Wtedy się  zorientowałam, że ten lek, który mieli dostać synowie taki sam, mimo że  opakowania były identyczne, to nie było to [samo - red.]. Że podałam mu  niewłaściwy lek - opowiada Katarzyna Śpiączka i pokazuje dwa opakowania  leków: łudząco podobne pudełka z niemal identyczną oprawą graficzną, w  tych samych kolorach, z podobną czcionką.

Okazało się, że do pomyłki doszło w aptece. Matce chłopców zamiast  jednego specyfiku, sprzedano dwa różne lekarstwa. W konsekwencji starsze  dziecko otrzymało prawidłowe krople, natomiast młodszy syn dostał lek  dla dorosłych, który stosuje się w leczeniu jaskry. Jest to specyfik  silnie działający, którego absolutnie nie można podawać niemowlętom, bo  może u nich wywołać utratę świadomości, obniżenie ciśnienia,  wychłodzenie organizmu, a nawet zatrzymanie oddechu.
Właściciele apteki nie chcą uznać swojej odpowiedzialności za to, co się  stało. Odesłali rodzinę Antosia do swojego ubezpieczyciela. Mimo że  niewłaściwy lek wydano prawie rok temu, firma ubezpieczeniowa nadal  jednak prowadzi swoje postępowanie, choć miała na to jedynie 30 dni.

Prokuratura bada komu postawić zarzuty narażenia Antosia na utratę  zdrowia i życia. Rodzice zapowiadają pozew przeciwko właścicielowi  apteki do sądu. Izba aptekarska może ukarać winnych zaniedbania  upomnieniem, naganą a nawet wykluczeniem z zawodu.

Share

Check your inbox for a subscription confirmation email.
By confirming your subscription you will receive the latest content published on this website and consent to your information being securely processed and stored.