„Cudowne” suplementy, czyli bajki dla naiwnych

„Cudowne” suplementy, czyli bajki dla naiwnych

100 proc. pewności lub zwrot pieniędzy - obwieszcza się obowiązkowo w każdej reklamie. Jednak czy ktoś odzyskał pieniądze zainwestowane w „cudowne” tabletki z internetu? Nic o tym nie wiadomo.

Nieuczciwi producenci pseudo-suplementów masowo ogłaszają się w internecie, w tanich pisemkach kobiecych czy gazetkach reklamowych, a swoje „cudowne” środki sprzedają wyłącznie wysyłkowo, nigdy za pośrednictwem aptek. Ich produkty nie są warte złamanego grosza, ale sprzedają się świetnie (i bardzo drogo!). Może czas zrobić z tym porządek?

Tego typu reklamy są wszędzie. Zmieniają się imiona bohaterów, problemy z którymi walczą (nadwaga, słaba potencja, niskie libido, za mały rozmiar męskiego przyrodzenia, zmarszczki, halluksy itp.) oraz, oczywiście, nazwy i ceny „leków”. Te historie nie są prawdziwe. Wymyślają je zatrudnieni do tego celu redaktorzy i copywriterzy. Nad dołączanymi do tekstu zdjęciami efektów odchudzania czy wydłużania, w pocie czoła pracują graficy. Wszystko od A do Z jest wyssane z palca, a jedną z wysysających te brednie osób byłam również ja. Przypadkowo, bardzo krótko i bardzo burzliwie. Ale było warto, by dziś móc opowiedzieć o oszustwach, na które wciąż nabiera się mnóstwo naiwnych, zdesperowanych osób.

Pracować dla „producenta suplementów diety”

Nie sposób policzyć, ile firm parafarmaceutycznych zalewa w tej chwili swoimi wyrobami polski rynek. Firmy otwierają się i zamykają, rejestrują i wyrejestrowują, zmieniają adres siedziby, własną nazwę oraz nazwy swoich produktów. Prawda jest taka, że nikt i nic w naszym kraju nie ma nad nimi kontroli. Nowych pracowników wabią jako „producenci suplementów”, a to, czym faktycznie zajmuje się firma i na jakich zasadach odbywa się praca, okazuje się już po podpisaniu umowy próbnej. A praca polega – dosłownie! – na wymyślaniu bajek dla naiwnych.

Pokaż kotku, co masz w środku

Tak, tak – nawet ja, czyli osoba odpowiedzialna za prawidłowo opisany na opakowaniach „skład” produktu, brałam go dosłownie z sufitu, bo nikt w firmie nie przedstawił mi żadnych dokumentów potwierdzających, co tak naprawdę zawierają te „cudowne” pigułki.

Co więc tak naprawdę siedzi w „genialnej” pigułce np. na powiększanie penisa? Proszę Państwa – nie siedzi w niej absolutnie nic, poza bezużytecznymi wypełniaczami i – ewentualnie – śladowymi ilościami substancji aktywnych, aby uniknąć problemów prawnych w razie ewentualnej kontroli (która się zresztą i tak raczej nie zdarza).

Certyfikaty jakości z Google

Tak, każdy z produktów wypuszczanych na rynek przez firmę, dla której pracowałam, posiadał piękny, autentycznie wyglądający certyfikat jakości. Drukowany malutkimi literkami na pudełkach lub ulotkach suplementu, widoczny w reklamach prasowych, oraz – rzecz jasna – zajmujący honorowe miejsce na stronie internetowej produktu (ale zawsze bez możliwości powiększenia obrazu), to od początku do końca dzieło grafika. Wzór certyfikatu zazwyczaj „łowiło” się w wyszukiwarce Google, a potem, w programie graficznym, dodawało odpowiedni tytuł, wymyślało nazwę konkursu, w którym rzekomo zwyciężył dany środek, tworzyło jakieś wyimaginowane stowarzyszenia naukowe, które potwierdzały jakość i skuteczność danego produktu.

Słowo honoru „lekarza”

Co z firmującymi dany produkt lekarzami? Absolutnie każdy z tych ekspertów to wymysł pracowników firmy. Zdjęcia wyszukiwane są w zagranicznych wyszukiwarkach (graficy lubią rosyjskie serwery), nazwiska powstają w trakcie opracowywania treści reklamy. Bierze się je z głowy, czasami szefostwo zachęca do sugerowania się nazwiskami prawdziwych naukowców i lekarzy, lekko je modyfikując lub np. zmieniając imię lub dodając drugie nazwisko.

„Im się udało!” czyli metamorfozy

Pierwsza stworzona przeze mnie historia o smutnym, samotnym Antonim, który od młodzieńczych lat miał nikły wzwód, a w związku z tym masę kompleksów, ale trafił w internecie na zachwalane na całym świecie tabletki Y i jego życie seksualne diametralnie się odmieniło – sprawiła mi, przyznaję, pewną frajdę. Umówmy się, na co dzień redaktor nie dostaje zleceń o tak frywolnej tematyce. Zabawa skończyła się, gdy odkryłam, że podobne głupoty muszę produkować masowo i przedstawiać je jako autentyczne. Bardzo źle się czułam, gdy wymyślane przeze mnie historie otyłej Barbary, Grzegorza z małym penisem i Adama ze słabą potencją trafiały do ludzi, którzy brali je na poważnie. A nawet więcej – porównywali samych siebie z wymyślonymi przeze mnie postaciami, własne problemy chcieli leczyć tak, jak moi bajkowi bohaterowie. Lojalnie wspomagał mnie w tych bujdach grafik, wyszukując na rosyjskich serwerach zdjęcia przypadkowych osób przed i po jakiejś diecie odchudzającej.

Gwarantowany zwrot

Ile osób przed zakupem przeczyta regulamin sklepu oraz warunki gwarancji, ukryte malutkimi literkami gdzieś pod nawałem kolorowych zdjęć, krzykliwych sloganów i paranaukowych tekstów? A warto to zrobić, żeby dowiedzieć się, że owszem, firma chętnie zwróci pieniądze niezadowolonemu klientowi, ale po spełnieniu przez niego bardzo konkretnych warunków.

Kamila Śnieżek

Pełna treść artykułu dostępna tutaj - kliknij (strona Świata Zdrowia).
Powiązane artykuły
Suplementy. Raport na temat raportu

Informacje zawarte w tym raporcie przeciętny Polak czytał zapewne ze zdumieniem, a nawet z niedowierzaniem. Także dla osób mających już jakąś wiedzę na temat suplementów diety upubliczniony niedawno raport Najwyższej Izby Kontroli był zaskoczeniem. Co innego bowiem ograniczona wiara w skuteczność stosowanych suplementów, choć producenci – licząc na niewiedzę konsumentów – często zapewniają, że zażywając je, można wyleczyć szereg chorób, co innego,gdy okazuje się, że suplementy bywają zafałszowane, zawierają bakterie chorobotwórcze,substancje zakazane z listy psychoaktywnych czy stymulanty podobne strukturalnie do amfetaminy, czyli działające jak narkotyk...
GIS rapuje o suplementach

Marek Posobkiewicz - Główny Inspektor Sanitarny jako Rocker GIS-u w piosence "Suplementy" przekonuje, że suplementy to nie leki a uzupełnienie diety. 
Bez półśrodków - nadchodzi porządek na rynku suplementów

Pomimo tego, że Krzysztof Łanda, który zapowiadał intensywne prace nad regulacją rynku suplementów diety odszedł z resortu, temat nie rozmył się. Ministerstwo zdrowia widzi konieczność legislacyjnego uporządkowania tego obszaru i nie odpuszcza. Zmiany mają wejsć w życie na jesieni. 
Polska to prawdziwe Eldorado

Dla producentów suplementów Polska to prawdziwe Eldorado. Jak wskazuje Rzeczpospolita - według danych Komisji Europejskiej już w latach 1997-2005 ich rynek wzrósł o 219 proc/ i był to największy wzrost wśród wszystkich państw UE.
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.