Zadarł z mafią lekową. Teraz słyszy groźby, wyzwiska, pomówienia...

Zadarł z mafią lekową. Teraz słyszy groźby, wyzwiska, pomówienia...

Opublikowany

Chcą walczyć, takie jest ich zadanie. Gdy jednak zaczynają widzieć to, co inni usiłują ukryć, w ich życiu zaczyna się ciąg nieprzyjemnych zdarzeń.

Mowa o walce z odwróconym łańcuchem dystrybucji. Dziś, już śmiało możemy nazywać ich inicjatorów "członkami mafii lekowej". Igrają z niemocą urzędów, a jeśli znajdują się tacy inspektorzy, którzy chcą rzeczywiście się z nimi rozprawić, szybko używają całego wachlarza środków zastraszenia. 
Do biura Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego w Gorzowie, Adama Chojnackiego, zadzwonił pewnego dnia jakiś mężczyzna. - Przedstawił się jako profesor, po czym zaczął mi grozić. Mówił, że mnie zniszczy, ma na mnie kompromitujące nagrania, zaś za mną chodzi detektyw - inspektorowi zrobiło się słabo, kiedy to usłyszał. Od razu skojarzył to z wydarzeniem sprzed kilku dni, kiedy to do apteki, w której pracuje jego żona, przyszedł nieznajomy i wypytywał o panią Chojnacką. Nikogo by to nawet nie zdziwiło, gdyby nie fakt, że wszyscy, którzy ją znają, wiedzą, że nie przyjęła nazwiska po mężu.

Nie chciał się poddać. Sprawę zastraszania i rzekomego detektywa złożył do prokuratury - osoba, która do niego dzwoniła z groźbami, to prof. L., pełnomocnik jednej z aptek. Prokurator stwierdził, że nic takiego się nie stało i nie ma zamiaru wszczynać śledztwa. Chojnacki zaskarżył tę decyzję, a sąd przyznał mu rację. Uzasadnienie było dość logiczne: zdaniem sądu takie działania śledczych zachęcają do zastraszania urzędników państwowych, do wpływania na ich decyzje i paraliżu instytucji państwa. Sąd podkreślał, że każda próba wpływania na działania funkcjonariuszy powinna być traktowana priorytetowo. Nakazał też sprawdzić, kto śledził inspektora i kto nachodził jego żonę. Śledztwo trwa od blisko roku.

Podczas słuchania zeznań inspektorów, uderza jedno: scenariusz działań się powtarza, niezależnie od regionu, w którym działają. Po pierwsze, nie dopuścić do kontroli. Po drugie, postraszyć. A następnie oskarżyć samych urzędników.

- Chojnacki twierdzi, że prof. L. nie wytoczył mu procesu, aby wygrać. Chce zaszkodzić, zastraszyć i zniechęcić do działania. Rozgoryczony dodaje, że walczy z bandytami jako funkcjonariusz państwa, ale kiedy to oni atakują jego, zostaje bez pomocy. W podobnej sytuacji są również inni inspektorzy farmaceutyczni: w Krakowie, Rzeszowie, Opolu, Katowicach i nie tylko. Także wobec nich realizowany jest scenariusz działań wedle zasady: jak nie można z urzędnikiem wygrać ani go przekupić, to może uda się go zastraszyć.
Cały artykuł przeczytasz na stronie tokfm.pl - kliknij tutaj

Kopiuj tekst

Udostępnij